Kradzież tożsamości

To był najstarszy budynek sądu w mieście. Pamiętał wiele z przeszłości. Dlatego też, każdy kto przekroczył próg sali sądowej numer osiemnaście odnosił wrażenie, że jest to też portal do innego czasu.

Wysoka wysklepiona sala, kiedyś pomalowana na biało, teraz  swój wiek ukryła za całkiem sporą dawką kurzu. Drewniane ławki stały karnie w dwóch rzędach. Po solidnym wykonaniu oraz rzeźbionych ornamentach, można było bez wątpienia przekonać się, że to musi być robota jeszcze minionych mistrzów. Motywy roślinne wiły się wzdłuż boku pospołu wraz ze wszelkimi symbolami sprawiedliwości: piórem, dokumentem, wagą, sędziowską togą i peruką oraz młotkiem. Wprawne oko mogło też dostrzec katowski miecz i szubienicę. Nie znaleźlibyśmy zaś żadnego symbolu niewinności.

Za solidną barierką z podobnymi ornamentami znajdowały się stoły i krzesła dla stron.

Między nimi pośrodku, lekko wysunięte do przodu, znajdowało się miejsce do zeznań. Krótka drewniana barierka w kilku miejscach mocno już była przetarta od zaciskających się na niej dłoni. Te nieujawnione słowami emocje przez ponad dwieście lat wyżłobiły kształty i wypolerowały drewno tak, że teraz przypominało szlachetny kamień obrobiony przez jubilera.

Pośrodku pod ścianą królował masywny podest, a na nim sędziowski trybunał: z szerokim stołem, z boku miejscem dla pisarza oraz centralnie z wygodnym iście królewskim fotelem sędziowskim. A nad fotelem na ścianie wisiało godło – to państwo głosem swojego przedstawiciela sprawowało sądy.

Sala osiemnasta jako najstarsza i najbardziej wysłużona rzadko była używana. Raczej w sprawach wyjątkowych. Była czymś w rodzaju rezerwowej ławki dla Temidy.

Dziś jednak ożyła. Pierwszy w kraju proces o kradzież tożsamości. A w mieście słynnym na cały świat z bibliotek i uniwersytetów nie mógł przejść bez zauważenia.

Na widowni byli wszyscy, począwszy od przedstawiciela ministerstwa, profesorów, dziennikarzy, literatów po księgarzy, bibliotekarzy, wydawców, a nawet woźnych uniwersyteckich, sprzątaczki, sekretarki, taksówkarzy. Nie wspominając o licznej grupie studentów, robiących w tylnych ławkach najwięcej zamieszania. Po bokach ławek rozłożyli się przedstawiciele mediów, błyskały flesze, kamery wycelowane w różnych kierunkach non stop rejestrowały wszystko to,  co się dzieje na sali sądowej.

Z boku słyszymy pewny i głęboki głos sprawozdawcy. To słynny Maks Bukonek, starannie artykułuje głoski i pomimo szybkiego tempa mówienia, każdy może zrozumieć każdą frazę:

– Jestem teraz w sali sądowej numer osiemnaście byłego królewskiego sądu. Tak, proszę państwa, to tu  w tej sali będziemy świadkami bezprecedensowego procesu. Procesu o kradzież tożsamości. Wszyscy w oczekiwaniu na przybycie sędziego zastanawiamy się nad istotnym znaczeniem tego wydarzenia.

Proszę państwa, widzimy, że za stołem reprezentującym powoda siedzi już ona – Książka. Na dzisiejszy proces oprawiła się w skromny półskórek, ze złoconymi ornamentami. Brzegi kart dyskretnie powlekła złotą farbą, jedynym kolorowym akcentem jest zakładka w kolorze królewskiej purpury. Siedzi spokojnie, co jakiś czas tylko się kartkując. Koło niej jako pełnomocnik wspierający, znany wszystkim prezes Stowarzyszenia Miłośników Książki. Najpoważniejszego politycznego stronnictwa w kraju. 

Proszę państwa, a po stronie pozwanego właśnie miejsce zajął Ebook. Co za spokój! Od czasu do czasu możemy zauważyć krótkie miganie światełka na konsoli. Proszę państwa te skromne czarne ramki i nieozdobiony tekst, w tej sali pełnej tradycji i historii wydaje się być czystym anachronizmem. Ale co widzimy, tak, tak … drzwi się otwierają … proszę państwa: proces się zaczyna!

Proces o kradzież tożsamości

Od strony wejścia za trybunałem rozległ się potrójny stukot laski i głos woźnego sądowego zagrzmiał:

– Proszę wstać! Sąd idzie!

Wszyscy zamilkli, a jedynym dźwiękiem było szuranie powstających ludzi z miejsc. Sędzia w czarnej todze i długiej wełnianej peruce, z lekka przekrzywionej, wspiął się na postument i zasiadł na sędziowskim fotelu. Był to stary sędzia Kornelius Janus, uznawany za najwyższy autorytet w sprawach cywilnych. Wymagający i surowy zawsze jednak wnikliwie wsłuchiwał się w racje stron, a wyroki przez niego wydawane były przykładem profesjonalizmu i bezstronnego rozwiązywania sporów. Nie dziwnego więc, że właśnie to on został wyznaczony do tej sprawy. 

Po wstępnych formułkach, i gdy wszyscy zajęli swoje miejsca na sali, sędzia Janus powiódł wzrokiem po zebranych i oznajmił:

– Uprzedzam wszystkich zgromadzonych, że nie dopuszczę, by na mojej sali sądowej doszło do jakichkolwiek burd. Wszelkie okrzyki i próby zakłócenia sprawnego przebiegu procesu, będę karać surowo i natychmiast. – Przekrzywił w drugą stronę perukę.

– To przystępujemy do wysłuchania stron. Proszę zaczyna powódka. – Skłonił głowę w kierunku miejsca, na którym siedziała Książka. Ta z szelestem kartek, zamiatając kurz z podłogi, podeszła do miejsca zeznań. Ebook manifestacyjne zakasłał i wyciągnął maskę antysmogową.

– Wysoki Sądzie! – Książka zaczęła wysokim kontraltem i dramatycznym tonem. – Przyszłam tu po sprawiedliwość! Okradziono mnie, okradziono mnie w najokrutniejszy z możliwych sposobów, okradziono mnie z własnej tożsamości.

– A to jest sprawca tego karygodnego czynu! – zawołała wskazując oskarżycielskim gestem w kierunku Ebooka.

– Przez wieki byłam książką, rzeczą w której ludzie mogli znaleźć mądrość i informację. Tworzyłam świątynie edukacji. Rzędy niekończących się półek w bibliotekach stanowiły prawdziwe sacrum wiedzy. Ale czytelnik na moich kartach znalazł również uśmiech i odpoczynek. Cieszyłam innych nie tylko treścią, ale również piękną okładką czy ilustracją. Gdy czytelnik bierze mnie do ręki, to najpierw wyczuwa fakturę książki, potem wącha zapach farby drukarskiej, przegląda i kartkuje mnie poszukując zapowiedzi fascynujących chwil. Jestem skarbcem i strażnikiem emocji. Ale przyszedł on!

I tu drugi raz oskarżycielsko wskazała ręką w kierunku Ebooka.

– I powiedział, że też jest książką! I zawłaszczył sobie odrębny numer ISBN! Dla zmylenia dodał sobie na początku jakieś „e”. Jakby to coś znaczyło. Nie ma okładki, nie ma kartek! Jest nałogowcem. Co jakiś czas musi podłączyć się do prądu, bo inaczej staje się bezużyteczny! Nie ma nic, co nazwać można książką. On nie tylko ukradł litery, on je nawet zbezcześcił. Gdzie te pięknie złożone wersy? Inicjały? Gdzie ta cała pradawna sztuka składu tekstu? Wysoki Sąd nie znajdzie tego w tym… – Z pogardą prychnęła. – … tym czymś! Tam pełno bękartów i wdów, że nie wspomnę o wiszących spójnikach. Widział ktoś takie niechlujstwo!

Tu wyprostowała się i dobitnym tonem oznajmiła:

– To obraża mnie – Książkę! To naraża mnie na upokarzające się tłumaczenie! To powoduje, że czytelnik omamiony podobną nazwą bierze to coś do ręki, myśląc, że ma do czynienia ze mną! Proszę o sprawiedliwość Wysoki Sądzie!

Burza oklasków części widowni została szybko ukrócona przez sędziego. Uderzył młotkiem w stół aż papiery na stole podskoczyły.

– W moim sądzie nie ma zamieszania. Jak publiczność się nie uspokoi, to publiczność zostanie wyproszona! – ryknął znad biurka, przekrzywiając zarazem perukę w drugą stronę.

– Proszę, pozwany ma głos.

Ebook podszedł do barierki z pewną nonszalancją, ale przygasił nieco ekran, pewnie by nie wydać się zbyt krzykliwym. Spokojnym i rzeczowym tonem lektora filmów przyrodniczych rozpoczął swoją przemowę:

– Wysoki Sądzie! Zostałem tu oskarżony o zbrodnię. O to, że ukradłem tożsamość, że przywłaszczyłem sobie dobra, które mi się nie należą, a na dodatek nadal pozbawiam tych dóbr szanowną powódkę. Naprawdę?

Popatrzył na Książkę z lekkim rozbłyskiem diod. Ta prychnęła i założyła okulary przeciwsłoneczne.

– A może szanowna powódka, sama by powiedziała, skąd  się wywodzi? I komu ona ukradła kilkaset lat temu tożsamość?! Co by na to powiedziały starożytne tabliczki i papirusy. Czy Książka ma prawo dysponować mądrością Arystotelesa? Przecież jego pisma nie zostały wydrukowane na papierze i oprawione w okładkę!

– Nazwałem się Ebookiem, bo jak książka przekazuję treść, tę samą treść! A czy forma ma znaczenie? A może wygoda? Chciałbym, by szanowna powódka zapytała osiemdziesięcioletnią kobietę lub mężczyznę, co im wygodniej się czyta? Co jest lżejsze dla ich schorowanych stawów? Co jest wyraźniejsze dla słabych oczu? Grube ciężkie tomiszcza i drobna, czasami wyblakła czcionka. Czy lekki czytnik, wyraźny ekran i duże czcionki? Chciałbym, by szanowna powódka zapytała podróżnika, co dla niego jest wygodniejsze, grube cegły przewodników w plecaku, czy czytnik załadowany setkami książek.

– Tak, książek. Nie boję się tego tak nazwać, bo dla mnie książka, to przede wszystkim treść, a dopiero potem forma! Nie ukradłem nikomu tożsamości, bo tożsamość ta jest nasza wspólna! Jesteśmy dziećmi tej samej matki, Kultury. Ale rozumiem, rozgoryczenie powódki. Ciężko się pogodzić, że się jest już nieco przestarzałym modelem.

W tym miejscu cichy śmiech widowni, szybko został uciszony waleniem młotka.

– Ostrzegam po raz ostatni! – Sędzia przekrzywił znowu perukę, tym razem odsunął ją z czoła na kark.

– Na koniec chciałbym zwrócić uwagę, na znamienny fakt, że w Unii Europejskiej stawka VAT na ebooki od 1 kwietnia 2019 roku zostanie zrównana z stawką naliczaną przy sprzedaży książek. Tym samym prawo podatkowe również usankcjonowało moje istnienie jako książki. A czy ktoś waży się pomyśleć, że Fiskus sie myli?! Wysoki Sądzie proszę o oddalenie powództwa!

Ebook płynnym ruchem wrócił na swoje miejsce. Sala zamarła w oczekiwaniu na orzeczenie sędziego. Ten po raz kolejny przekrzywił perukę, tym razem nasunął ją głęboko na czoło. Notował coś zawzięcie, gdy skończył, powiódł surowym wzrokiem po sali, tak by móc kogoś ukarać za nieposłuszeństwo, ale teraz wszyscy siedzieli cicho jako trusie. Sędzia Janus odchrząknął i oznajmił:

– Dziękuję stronom za głos. Strony pozwały licznych świadków i rzeczoznawców. Po przerwie rozpoczniemy przesłuchania. Za piętnaście minut.

Stukot młotka zakończył pierwszą część rozprawy. Sędzia wyszedł z sali.  Widownia natychmiast zareagowała: wybuchły okrzyki i oklaski. Dziennikarze, w tym Maks Bukonko, relacjonowali do kamer i mikrofonów wydarzenia.

A Wy, Moi Drodzy, po której stronie sporu stoicie? Gdybyście byli sędzią, jaki byłby Wasz werdykt?
PS. My w Brave New Publishing uważamy, że Książka się nieco popruła w swojej histerii i trzeba jej dobrego introligatora, a Ebookowi przydałaby się krótka przerwa w dostawie prądu – jako mała lekcja pokory. Niemniej na naszym regale i w naszych sercach jest miejsce i na jedno i na drugie.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany