fbpx

Mentalność freelancera – kiedy zaczyna być ograniczeniem

Mówi się, że mentalność kierujących firmami to podstawa sukcesu lub przyczyna klęski.

I trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Moje doświadczenie zawodowe (najpierw w administracji publicznej, potem freelancera, a teraz prowadzącej sprawy organizacyjno-finansowe w Brave New) potwierdza prawdziwość powiedzenia:

Nie ma marnych żołnierzy, są tylko kiepscy oficerowie (choć patrząc na filmy amerykańskie można by uznać, że najważniejsi są sierżanci).

To właściciel lub zarządzający firmą, niezależnie od tego czy jest to instytucja publiczna, urząd, korporacja czy jednoosobowa działalność gospodarcza, kreuje politykę firmy i jej wartości; od tego co siedzi w jego głowie, zależy powodzenie lub porażka. O tym problemie napisano już niejedną książkę.

Mnie jednak zainteresowało, jak ciężko jest pozbyć się mentalności freelancera, kiedy przyjdzie ten moment, gdy działalność rozkwitnie i powstanie spółka.

Opisując pracę freelancerów mam na myśli te osoby, które świadomie i z własnej woli założyły działalność gospodarczą i realizują własne cele zawodowe, znalazły się w tym modelu biznesowym. Moje spostrzeżenia nie dotyczą tej rzeszy samozatrudnionych zmuszonych do tego przez pracodawcę. 

Bardzo często freelancer jest panem samego siebie. Decyduje kiedy, dla kogo i za ile chce pracować. Często związuje się z klientami, oni postrzegają go nie jako firmę, tylko jako jeszcze jednego współpracownika zatrudnionego do konkretnego projektu. Gdy praca jest pasją, wtedy Ty i Twoja działalność to jedno. Często zresztą freelancer pracuje w domu, czasem u klienta, czasem w cooworkingu. Dopiero po jakimś czasie dojrzewa do wynajęcia biura, by oddzielić strefę zawodową i prywatną; by zachować życiowy balans.

O realizowanych projektach myśli jak o swoich dzieciach. Nie wyobraża sobie, że ktoś inny mógłby panować nad całością i nawet jeśli zleca podwykonawcom część zadań (np. programiście kodowanie), to i tak całość koordynuje i decyduje o kierunku projektu (no czasami klient też coś ma do powiedzenia).

Brave New powstało w tamtym roku: dwóch freelancerów Michał i Andrzej, każdy z bogatym doświadczeniem w branży, założyło spółkę. Są jej właścicielami i jej zarządem. Każdy z nich ma równoprawny głos.

Wydawałoby się, że nic się nie zmieniło. A zmieniło sie wszystko.

I jeśli szybko mentalność freelancera nie zmieni się w mentalność założyciela, to Brave New stanie się jeszcze jedną spółką w likwidacji, a nie w rozwoju. Przy okazji polecam lekturę: Mentalność założyciela jako podstawa sukcesu firmy autorstwa Chrisa Zooka, Jamesa Allena – o książce tej zamieścimy wkrótce wpis.

Właściciel, czy zarządzający spółką, nie jest już panem siebie. Na zarządzie spoczywają konkretne obowiązki prawne (i wierzcie mi, jest ich sporo) oraz zobowiązania finansowe.

Spółki nie można zawiesić i pojechać na wakacje. Np. na pięć miesięcy do Azji lub na trzy miesiące do Ameryki Południowej, albo na rok do Psiej Wólki. Trzeba zapewnić jej ciągłość funkcjonowania. Oczywiście nadal zarząd decyduje o tym z kim i za ile zostanie podpisana umowa. Jeśli jednak spółka ma funkcjonować dobrze, trzeba realizować więcej projektów. Hej wróć! Zarząd już nie wykonuje projektów, musi się z nimi pożegnać. Teraz od tego są pracownicy, koordynatorzy projektów, oni wykonują główną pracę, natomiast zarząd działa, by zapewnić optymalne warunki do pracy i dba, by się firma nie rozleciała organizacyjnie i finansowo.

Nie ma już projektów Michała, nie ma już projektów Andrzeja. W zamian pojawili się klienci spółki i projekty realizowane przez spółkę.

Zgodnie z przepisami prawa nazwę jednoosobowej działaności gospodarczej może (ale nie musi) stanowić wybrana nazwa, ale obowiązkowym elementem jest imię i nazwisko. Stąd projekty realizowane przez freelanserów często sygnowane są ich nazwiskiem. Gdy wykonawcą jest spółka, zazwyczaj w stopce redakcyjnej pojawi się nazwa firmy i nic więcej.

O firmie trzeba myśleć jako o całości, jak o żywym organizmie. Jeden wadliwy element wpływa na resztę. Na sukces pracują wszyscy, ale to mentalność zarządzających jest kluczowa.

Andrzej i Michał, by przejść od działalności dwóch freelancerów do działaności spółki, musieli zmienić mentalność, a w konsekwencji:
  1. określić wartości, jakimi się spółka kieruje,
  2. ustalić wewnętrzną strukturę organizacyjną, z zadaniami przyporządkowanymi do danego stanowiska, a nie osoby,
  3. stworzyć zespół,
  4. wdrożyć procedury komunikacyjne w zespole,
  5. wprowadzić wewnętrzne szkolenia, w czasie których członkowie zespołu uczą się jak działa cała spółka,
  6. zapewnić zaplecze (biuro, wyposażenie, no i dobrą atmosferę do pracy)
  7. stworzyć i wdrożyć procedury dotyczące postępowania z klientem, koordynowania projektem, zarządzania, polityki finansowej, wewnętrznej administracji i logistyki,
  8. a przede wszystkim sukcesywne odchodzić od osobistego wykonywania projektów na rzecz kreowania polityki firmy i zarządzania spółką.

I to robią, a jednocześnie nie stracili pasji do wykonywania pracy, realizowania celów i podróżowania po całym świecie. Wymaga to jednak dużego wysiłku, bo najtrudniej jest zmienić nawyki i zakorzeniony sposób myślenia. Ale bez tej zmiany, nie ma rozwoju.

 

Zdjęcie z podróży: Indie 2010, Kamienny Ogród w Chandigarze – to przykład jak z niczego można zrobić coś. Ogród powstał na wysypisku śmieci, a do stworzenia figur, rzeźb i artystycznych form zostały wykorzystane odpady ceramiczne, szklane, plastikowe, metalowe itp.

 

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany